Tekst: Piotr Rędziniak
„Słowo Światłoczułość to prowokuje do zbadania problemu czym jest światło. W nauce światło jest wiązką promieniowania, z której większy zakres fal to promieniowanie elektromagnetyczne widziane ludzkim okiem. Ciekawostką jest, że zwierzęta potrafią widzieć więcej od człowieka. Pozostały zakres promieniowania to ultrafiolet i podczerwień. Ultrafiolet odpowiedzialny jest chociażby za płowienie tkanin, czy w naszym przypadku obrazów i prac na papierze wiszących w domach na nasłonecznionych ścianach. Dzięki światłu oprócz widzenia barw, które rozróżnia nasza siatkówka oka, widzimy przestrzennie. Światło to również energia, czyli temperatura w dosłownym i zagadkowym znaczeniu. Jest nam ciepło, kiedy grzeje słońce. Jest nam ciepło również w wymiarze psychiki, kiedy po mrocznych jesiennych czy zimowych porach przychodzą dłuższe i jaśniejsze dni. Światło-cień to pierwsze zagadnienie w procesie kształcenia plastyki. Rysunki, następnie prace barwne to nauka przedstawienia światłocienia, co za tym idzie bryły, kształtu, potem przestrzeni. Iwona Urbańska-Bać (1958) zdaje się, że te umiejętności posiadała od zawsze. Pieczętując je dyplomem z goła innej dziedziny – projektowania wnętrz w PWSSP (obecna ASP) we Wrocławiu. Przez długie lata z powodzeniem godziła zawodową pracę projektanta z malowaniem obrazów. Powiem, że „malowanie obrazów” to obraźliwe określenie: godziła z tworzeniem obrazów. Tworzy zarówno przedstawienia realistyczne – figuracje, pejzaże, martwe natury, ulubione kwiaty, z rzadka nie stroniąc od abstrakcji tzw. lirycznej. Mam wrażenie, że odkąd Iwona pojawiła się w rzeszowskim BWA, zadamawiając się w nowej dla siebie pracowni, nowym otoczeniu, towarzystwie kolegów artystów (głównie artystek), nabrała więcej pewności i odwagi w pokonywaniu stereotypów dotyczących samej siebie i swojego malarstwa.
Artystka od ponad roku planowała i rozmawiała ze mną o wystawie w rzeszowskim BWA. Przystępując do pomysłu z wystawą podjęła wyzwanie dla samej siebie, by stworzyć do niej zupełnie nowe obrazy. I tak się stało – dokonała wyczynu – namalowała kilkadziesiąt nowych obrazów. Do wystawy weszło tylko kilka starszych, do których ma osobisty sentyment. To obrazy „zapamiętane” i przywiezione pod powiekami z Afryki (Zanzibaru), gdzie artystka odwiedza swoją córkę i wnusię. Obrazy te wpisują się w wystawę z uzasadnionego powodu, światła, które w tamtej części świata świeci zupełnie inaczej. Światła, które oprócz kształtów realnych wydobywa niespotykaną intensywność kolorów i to tylko one dotykają realności. Znakomita większość obrazów to przedstawienia abstrakcyjne, ale i oniryczne, w których artystka pokazuje nam jak rozumie i widzi światło. Obrazy, na których światło nie jest narzędziem oglądania świata, światło jest do oglądania. Światło jako temat często pojawia się we współczesnej, najczęściej abstrakcyjnej sztuce sakralnej. Stąd przyszedł mi do głowy pomysł na sformułowanie, iż obrazy Iwony Urbańskiej-Bać są swoistą adoracją światła. Było by to jednak skierowanie odbiorcy tego tekstu, a następnie wystawy na zbyt sakralną ścieżkę ich percepcji. Stąd myślę, że obrazy artystki to próba uchwycenia czegoś, jakże niematerialnego materią farby. Bardzo, moim zdaniem udaną próbą. Iwona Urbańska-Bać swoimi obrazami zbliża widza do świata transcendencji. Każdy zobaczy w nich coś innego. Przebłyski swoich duchowych przeżyć, może blaski wspominanych chwil albo drugą stronę rzeczywistości, w którą wierzy.”
Źródło: materiały prasowe BWA Rzeszów