Historia fotografii zna wiele opowieści o ludziach żyjących poza głównym nurtem społeczeństwa – chorych, wykluczonych, mieszkańcach instytucji. Przez długi czas byli oni przede wszystkim przedmiotem obserwacji. W drugiej połowie XX wieku fotografia dokumentalna zaczęła jednak szukać innego języka: zamiast patrzeć na człowieka z zewnątrz, próbowała być z nim. Ważnym przykładem jest Ward 81 autorstwa Mary Ellen Mark z 1979 roku, która, spędzając tygodnie w zamkniętym oddziale psychiatrycznym, budowała relacje z pacjentkami. Jej fotografie stały się zapisem spotkania, a nie tylko obserwacji.
Podobną uważność odnajdujemy w San Clemente Raymonda Depardona, gdzie znaczenie rodzi się z codzienności: gestu, dotyku, spojrzenia czy chwili odpoczynku. W tym nurcie można umieścić także Ewę Marii Śliwy (1966). Fotografka nie szuka niezwykłości ani nie buduje dystansu. Odrębność przestaje być tematem – pozostaje częścią ludzkiego życia.
Śliwa trafiła do Domu Pomocy Społecznej jako studentka, początkowo realizując zadanie fotograficzne. Z czasem miejsce to stało się przestrzenią spotkania z ludźmi. Szczególną uwagę poświęciła Ewie – pracownicy DPS-u, która mieszkała w ośrodku i pozostawała ze swoimi podopiecznymi znacznie dłużej, niż wymagała tego praca. Na zdjęciach trudno czasem powiedzieć, kto właściwie się kim opiekuje. Jest śmiech, dotyk, zabawa, zmęczenie i wzajemne zainteresowanie. Bohaterowie nie są biernymi obiektami obserwacji – współtworzą fotografię.
Istotnym punktem odniesienia dla Śliwy była również Zofia Rydet i jej Zapis socjologiczny – przekonanie, że dokument zaczyna się wtedy, gdy fotograf przestaje szukać „tematu”, a zaczyna poznawać człowieka.
Po ponad trzydziestu latach fotografie zyskują nowy wymiar. Ich techniczna niedoskonałość przywołuje obrazy zachowane przez pamięć. Ewa nadal pamięta fotografkę, a ich ponowne spotkanie sprawia, że cykl staje się nie tylko dokumentem przeszłości, lecz także opowieścią o pamięci, bliskości i trwałości spotkania. Maria Śliwa nie fotografuje „innych”. Fotografuje ludzi, z którymi połączyła ją relacja – i właśnie dlatego te obrazy wciąż pozostają żywe.
Kurator: Arkadiusz Gola
Tekst: na podstawie materiałów prasowych MHK