Fragment tekstu Radka Szlęzaka: Jakub Woźnica deklaruje, że inspiracją dla jego prac są między innymi sceny z rozpętanej przez Rosję wojny w Ukrainie — a dokładniej: ich medialne reprezentacje. Jego malarstwo nie próbuje tej wojny dokumentować. Raczej przeciwstawia się zobojętnieniu spojrzenia, które pojawia się wraz z nadmiarem obrazów krążących w obiegu medialnym. Przypomina o tragedii, ukazując ją jako katastrofę powracającą w swojej najbrutalniejszej, dobrze już znanej formie.
W tym sensie można je traktować jako obrazy widm przeszłości, dotkliwie obecne w teraźniejszości. Widzimy bowiem współczesną wojnę w jej najbardziej konwencjonalnej formie, którą kojarzymy z kart podręczników historii; wraz z nią powracają imperialne fantazmaty i kolonialne logiki przemocy, które nigdy w istocie nie zostały przezwyciężone.
Istotnym punktem odniesienia są tu również obrazy fałszywe: generowane przy użyciu narzędzi sztucznej inteligencji, imitujące prawdziwe wydarzenia i funkcjonujące na tych samych prawach, co obrazy dokumentalne. W pracach Woźnicy pojawiają się dosłownie, przeniesione z przestrzeni medialnej i Internetu na powierzchnie obrazów i obiektów. Wytwarzają stan poznawczej aporii, w którym rozróżnienie między świadectwem a symulacją ulega zatarciu. Malarstwo Woźnicy dotyka w ten sposób nie tyle samego wydarzenia, ile kryzysu widzenia – momentu, w którym obraz przestaje być gwarantem prawdy.
W obrazach malarza poza wspomnianymi motylami, pojawiają się także inne bajkowe i magiczne istoty: wróżki, węże, żółte słonie, hydry, pterodaktyle. Ich źródłem są autentyczne dziecięce rysunki, wydobywane z domowego archiwum. Paradoks ich obecności na tle ruin, detonacji i katastroficznego chaosu, nie polega wyłącznie na ich stylistycznym niedopasowaniu. Spotkanie dwóch wizualnych porządków: realistycznego i nierealistycznego jest jednocześnie spotkaniem dwóch porządków doświadczenia, na styku którego ujawnia się zasadniczy konflikt — między niewinnością a przemocą, wyobraźnią a realnością, pamięcią a teraźniejszością.
Choć prace Woźnicy dotykają sytuacji skrajnie dramatycznych, artysta unika zbędnego patosu. Przeciwnie, obecny jest w nich dyskretny humor, wydobywający absurd rozpadającej się rzeczywistości.
Postacie z dziecięcych rysunków działają jak pęknięcia w reprezentacji. Rozbijają oczywistość widzenia i odsłaniają napięcia między widzialnym i niewidzialnym, czytelnym i wymykającym się rozumieniu. To rozdarcie staje się warunkiem sensu — obraz działa właśnie dlatego, że nie daje się całkowicie uchwycić. Wojna, trauma, doświadczenie życia i perspektywa dziecięcego spojrzenia splatają się w nim w sposób nierozerwalny.
Malarstwo Woźnicy nie proponuje ani bezpiecznego dystansu, ani estetycznego azylu; stawia widza w sytuacji rozdarcia, w którym spojrzenie nie może pozostać niewinne. Ciągle otwarte oko staje się bezbronne i wysycha. Mimo to Woźnica stawia sobie zadanie, by w świecie nadprodukcji obrazów nadal patrzeć i widzieć. Obrazy artysty nie oferują ukojenia. Pozostawiają nas w miejscu, w którym historia jeszcze się nie domknęła, a teraźniejszość wciąż drży od jej ciężaru.
Kurator: Gustaw Nawrocki
Źródło: materiały prasowe Miejskiego Ośrodka Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim