Puste krzesło — dlaczego puste? Kto na nim siedział? Kto na nim usiądzie?
Pytanie, od którego Tomasz Górnicki (1986) zaczyna opowieść o wystawie, dotyczy nieobecności. Krzesło nie jest tu meblem, tylko miejscem po kimś. Na tym przesunięciu opiera się cała ekspozycja Nośniki pamięci: przedmioty codziennego użytku, pospolite i łatwe do przeoczenia, okazują się świadectwem ludzkiej obecności, a często jej jedynym trwałym śladem.
Artysta pisze o rzeczach „uczłowieczonych” przez tych, którzy ich używali. O złuszczonej farbie na karuzeli z placu zabaw, która przywołuje dzieciństwo, o kasetach VHS, które przez lata były oknem na świat, o łóżku, w którym się rodzimy, kochamy i umieramy. Te błahe okruchy codzienności nie mają ustalonego znaczenia. Jednego widza zostawią obojętnym, u innego wywołają radosne wspomnienie albo obudzą wypartą traumę. Walter Benjamin pisał, że mieszkać znaczy zostawiać ślady. Górnicki przygląda się tym śladom z bliska: rysie, przetarciu, miejscu, na którym ktoś latami kładł rękę.
Wystawa kontynuuje wątek obecny w jego twórczości przynajmniej od Dormitorium, gdzie stare metalowe łóżka przywoływały nieobecne ciała, samotność i traumę przekazywaną między pokoleniami. W Nośnikach pamięci do przedmiotów dołączają postaci. Figura ludzka i rzecz zostają zestawione jako równorzędni uczestnicy tej samej opowieści, a widz zostaje z pytaniem, które z nich okaże się trwalsze.
Ma to szczególną wagę w rzeźbie, medium, które przez wieki służyło upamiętnianiu wybranych. Pomnik wskazywał, kogo należy pamiętać. Górnicki, rzeźbiarz o klasycznym warsztacie, kieruje tę samą uwagę ku rzeczom, których nikt nie zamierzał upamiętniać.
„Przedmioty po nas zostaną, gdy nas już nie będzie. Będą o nas przypominały tym, którzy pozostaną” — pisze artysta.
Źródło: materiały prasowe partnera wystawy Galerii Łazorczyk