Interferencja to zjawisko, w którym dwa układy nakładają się na siebie i w miejscu ich spotkania powstaje trzeci, nieredukowalny do żadnego z nich. Nie jest to prosta suma dwóch porządków, lecz nowa jakość, która pojawia się wyłącznie w punkcie ich styku i znika, gdy oba układy się rozdzielają. W przypadku wystawy tym pierwszym układem jest architektura galerii: jej ściany, otwory, rytm pomieszczeń i wyznaczone przez nie trasy patrzenia. Drugim jest wprowadzona lekka, modułowa struktura z tektury, która nie próbuje tej architektury zastąpić, lecz przechodzi przez nią według własnej logiki, ignorując miejscami jej podziały, a miejscami je podkreślając. Tam, gdzie oba porządki się pokrywają, przeszkadzają sobie lub przypadkowo współdziałają, powstaje trzecia, zmienna przestrzeń, ta, w której faktycznie odbywa się wystawa i w której widz porusza się nie po jednej, lecz po dwóch nałożonych na siebie mapach naraz.
Materiał użytkowy i tymczasowy, obecny zwykle na zapleczu transportu i zabezpieczania, staje się tu elementem organizującym przestrzeń. Długie, poziome płaszczyzny przechodzą przez architekturę niezależnie od jej podziałów: biegną równolegle do ścian, wzmacniając ich kierunek, tworząc nowe, prowizoryczne osie patrzenia. Krucha, jednorazowa z założenia tektura zestawiona zostaje z trwałą, betonową strukturą galerii, jest formą interferencji: dwa materiały o skrajnie różnym statusie i trwałości muszą przez chwilę współistnieć na tych samych prawach.
W tej narzuconej przez tekturę przestrzeni pojawiają się obiekty, które same są zapisem tego samego mechanizmu, tylko w mniejszej skali. Formy, przywodzą na myśl zrośnięte kości, koralowe narośla lub komórkowe struktury: porowate, pełne wgłębień, otworów i nieregularnych protuberancji, jakby wyrosłe w procesie naturalnym, a nie wymodelowane ręką. W każdym z tych zestawień obcy materiał nie leży obok organicznej struktury, lecz wchodzi z nią w bezpośredni kontakt, zajmuje jej wnętrze, opiera się o jej krawędzie. To dokładnie ten sam gest, który na poziomie całej wystawy wykonuje tymczasowa struktura wobec architektury: obiekty są interferencją w miniaturze, dowodem, że zjawisko opisane we wstępie działa na każdej skali, od pomieszczenia po pojedynczą bryłę.
Kolejny poziom tej to prace, które nie ilustrują ani przestrzeni tekturowej struktury, ani porowatych obiektów, lecz prowadzą z nimi dialog na własnych warunkach: powtarzają ich rytmy, kolorystykę, czasem wręcz formalne motywy, ale zawsze w przesunięciu, jakby widziane przez kalkę. Fragmenty figur, która na jednym płótnie wydaje się głównym bohaterem kompozycji, na innym pojawia się ponownie jako drobny, techniczny komponent, element tła lub konstrukcji, niemal niezauważalny. To przesunięcie hierarchii jest kluczowe: nic w tej wystawie nie ma stałego statusu, każdy element może w zależności od kontekstu awansować do roli głównej lub spaść do roli tła, po czym znów wypłynąć na powierzchnię.
Ostatni poziom interferencji rozgrywa się w samym akcie patrzenia. Poruszamy się między scenografią, obiektami, dopełniając te trzy porządki się spotykają: architektoniczny, materiałowy i wizualny. Percepcja przestaje być tu neutralnym medium rejestrującym gotową całość, staje się kolejnym układem, który wchodzi w interferencję z pozostałymi. Dlatego żaden z tych elementów nie jest tu tłem. Wystawa istnieje właśnie w tych momentach nakładania, nie w żadnym z porządków osobno.
Wystawa prezentowana w Fundacji Galerii Piana, ul. Długa 15, Kraków
Źródło: materiały prasowe Fundacji Galerii Piana