Córka to naj­now­szy cykl fotografii Anety Grzeszykow­skiej (1974). Tym razem artystka skrywa się za maską, która przed­stawia jej twarz w wieku lat czter­nastu. Ta uzur­pacja rodzi niepokojące skutki: artystka staje się siostrą-rówieśniczką swojej córki, córką męża i wnuczką własnych rodziców. Zaburzeniu ulega czas biologiczny, relacje rodzinne i psychologiczne. Sama Grzeszykow­ska dostrzega w tym działaniu egzysten­cjalny paradoks: „Hybryda, którą konstruuję w cyklu „Córka”, złożona ze starego i młodego ciała jednej osoby, jest wizualizacją dysonansu, w którym tkwimy – ambiwalent­nym połączeniem dziecka uszkodzonego przez dorosłość i dorosłego, uszkodzonego przez dzieciństwo”.

Artystka roz­wija tu swoją radykalną, egzystencjalną grę z tożsamością, kobiecością i relacjami rodzin­nymi. Maska na twarzy Grzeszykow­skiej zaburza sielsko-​malarski charak­ter scen, wprowadzając dreszcz ontologicz­nego niepokoju.

Córka jest też przewrotną kontynuacją słynnego cyklu artystki pt. Mama, odważnym prze­kraczaniem wizual­nych i kul­turowych klisz dotyczących macierzyństwa. Ten kolejny dokamerowy per­for­mans zawiera w sobie silny krytyczny element. Kul­turowa fascynacja młodością i oczekiwania wobec wyglądu kobiecego ciała znajdują tu bezlitośnie dosłowną materializację. Wykreowana przez artystkę postać jest jak ofiara nie całkiem udanego eks­perymentu biologicz­nego: głowa nie pasuje do reszty ciała, w dodatku jest nie­widoma – maska, którą wdziewa Grzeszykow­ska ma sztuczne oczy. Jej życie ogranicza się do pozowania, ale dzieje się to po omacku. Całość jest więc rodzajem pięknej tragifarsy, w której ucieczka w świat ludz­kich fan­tazji i wyobrażeń okazuje się wielopoziomową pułapką.

Wystawę dopełniają, uszyte przez artystkę, czarne lalki w ludz­kiej skali. Pojawiają się w prze­strzeni galerii w nowej roli – widzów. Ich obecność potęguje groteskowy efekt. Absorbujące, naturalistyczne fotografie stają się elemen­tem teatral­nej gry. Ważne są nie tylko same obrazy, ale i relacje jakie one prowokują. Rzeczywistość kreowana przez Grzeszykowską staje się coraz bar­dziej spójną i totalną całością. To świat, w którym ciała są ledwie scenicz­nymi rekwizytami, zaś zbun­towane, ludz­kie „ja” z premedytacją wypada z roli.

Wystawa prezentowana w Galerii Raster, ul. Wspólna 63, War­szawa

Źródło: materiały prasowe Galerii Raster

fot. pinacoteca.pl