Artystka o wystawie: Stając się właścicielką niewielkiego podmiejskiego ogrodu zostałam zakładnikiem corocznego cyklu przemian zachodzących w przyrodzie – powtarzającego się procesu odrodzenia i destrukcji. Wcześniej, będąc wrocławianką nie przywiązywałam większej uwagi do zmian pór roku, w mieście można tego nie zauważać.
Każdego roku przeżywam jesienne obumieranie ogrodu tak jakby proces ten był nieodwracalny. Potem z niecierpliwością czekam na wiosnę, na szczęście ten cud zdarza się co roku.
Od lat zwiedzam ogrody historyczne, botaniczne, jak się uda również prywatne, podróżując wyszukuję te enklawy spokoju. Ten ostatni cykl wpisuje się w moje zainteresowania estetyką zmian związanych z przemijaniem, które zachodzą zarówno w tkance miejskiej jak i w przyrodzie.
Człowiek i jego ogród to związek oparty na wzajemności, współdziałaniu z przyrodą. To jedna z najpiękniejszych aktywności człowieka. Ogród to jednocześnie miejsce odpoczynku od rzeczywistości zewnętrznej jak i miejsce pracy, twórczych działań. To przestrzeń fizyczna i duchowa. Człowiek jest tutaj jednocześnie twórcą i odbiorcą swojego „dzieła”. Pracując nad ogrodem staram się zamknąć w tej niewielkiej przestrzeni swój „wzór” ogrodu. Potrzebuję otulić się namiastką raju, czystej przyjemności. „Panuję” nad tym małym zakątkiem, zwabiam do niego ptaki i owady, to moja zielona mikroprzestrzeń zamknięta ścianą wysokich drzew, mój azyl.
Temat okazał się bardzo pojemny, rozwijał się w różnych kierunkach. Najpierw powstał cykl Giardino Segreto – prace inspirowane czy to utworem literackim – „Ogród o rozwidlających się ścieżkach” Borgesa z motywem labiryntu oraz „Noc w labiryncie” czy Rzymem i jego pompatycznością – „Ogród rzymski”.
Najbardziej interesujący jest dla mnie ostatni etap z życia roślin – czas usychania, więdnięcia i rozkładu. Oczywiście dlatego, że jest również najbardziej dojmujący. Większość moich prac oscyluje wokół przemijania, melancholii i nostalgii związanej z upływem czasu.
Seria prac pod wspólnym tytułem Hortus conclusus to powiększone elementy roślinne z mojego ogrodu, znalezione jesienią, umieszczone na tle ściany z wykwitami pleśni, na popękanej strukturze, powierzchni ociekającej deszczem. To kruche piękno hortensji, cicha śmierć kwiatów, wyschłe liście funkii z widoczną siatką konstrukcyjną, przemiana rośliny w organiczną tkankę. To cykl o kruchości istnienia, próba zatrzymania na chwilę tego co zmienne, nieuchwytne.
Rośliny wymusiły na mnie inne prowadzenie dłuta, inny rodzaj cięcia. Wytrąciły mnie ze strefy komfortu. Unikam nadmiernego „opowiadactwa”, nie mam potrzeby zatrzymywania w jednym kadrze rozbudowanych historii. To bardziej liryka niż utwór prozą, a czasem maleńkie haiku.

Wystawa prezentowana w Międzynarodowym Centrum Sztuk Graficznych, Rynek Główny 29, Kraków

Źródło: materiały prasowe MCSG