Pamiętacie Jetsonów? To ta rodzina 2+2 z przyszłości żyjąca w powietrznym domu w stylu googie, z latającym samochodem i robotem-pokojówką. A Flinstonów? Tych zamieszkujących gdzieś w prehistorii wyciosane z kamienia typowe podmiejskie osiedle domków jednorodzinnych, z równo przyciętymi trawnikami i dinozaurem-pupilem pilnującym obejścia. Oba seriale animowane wytwórni Hanna-Barbera, mimo kostiumu przyszłości/przeszłości i w masce poczciwego familijnego sitcomu, odbijają zbiorowe fantazje, ale też frustracje amerykańskiego konsumpcyjnego społeczeństwa lat 60.

Nieprzypadkowo więc pewna plotka głosi, że obie rodziny zamieszkują to samo uniwersum. Złośliwi powiedzieliby, że to nic dziwnego, skoro Amerykanie wierzą, że ich styl życia jest odwieczny i wieczny, a American Dream to jedyny sen, który warto śnić.

Jednak ponoć to Flinstonowie są potomkami Jetsonów. A ich regres cywilizacyjny i powrót do epoki jaskiniowców to efekt wojny atomowej. Nuklearna zagłada była jednym z podstawowych lęków czasów zimnej wojny, tak powszechnym przecież, że mógł wkraść się nawet do niewinnej kreskówki. Świat Flinstonów od innych postapokaliptycznych wizji znacząco się jednak różni. Zamiast bezkresnych pustkowi i ruin miast oglądamy społeczeństwo nieudolnie naśladujące minioną cywilizację. Wszystko jest pozornie zorganizowane tak jak było: miasta i miejsca pracy, domy i samochody. Ale kamienne i kanciaste oraz zasilane siłą mięśni. Stąd cały humor Flinstonów, który odwraca uwagę od tego, jak przerażający to obraz. W końcu w tym utknięciu w odtwarzaniu przeszłości żaden postęp już nie jest możliwy, żadna zmiana się nie wydarzy.

W tym samym czasie, gdy panowie Hanna i Barbera rysują Jetsonów i Flinstonów, mistrz psychodelicznego science fiction Philip K. Dick pisze opowiadanie Czasy swawolnej Pat („Days of Perky Pat”). U Dicka ludzkość po zagładzie atomowej trwa dzięki pomocy humanitarnej regularnie wysyłanej na Ziemię przez dobrotliwych Marsjan. Żyjący w bunkrach ocaleńcy niczego nie odbudowują, nie kształtują też niczego nowego. Zamiast tego cały swój wysiłek wkładają we wspólne zabawy lalkami Perky Pat, podobnymi do Barbie. Budują dla nich hiperrealistyczne miniaturowe miasta, pełne działających urządzeń i technologicznych udogodnień. Udający rzeczywistość sprzed zagłady świat Perky Pat jest niewinny i perfekcyjny, zupełnie też nie dorosły. Perky Pat zawsze ma w nim pozostać nastolatką, a bawiący się nigdy nie zmierzą się z lepkością i brudem otaczającej ich rzeczywistości. Nigdy też jej nie zmienią, pozwalając na powolny, ostateczny rozpad.

Ta hardkorowa nostalgia, pragnienie powrotu wyobrażonej idyllicznej przeszłości i rozgoszczenia się w niej na zawsze, jest obsesją światowej populistycznej prawicy i teraz. To jedna z reakcji na otaczający nas zewsząd kryzys. Na poziomie estetycznym doskonale obrazują ją chociażby konserwatywne ruchy architektoniczne marzące o powrocie kolumnad i gzymsów albo trad-wifes owinięte kwiecistymi fartuszkami zagniatające ciasto w pastelowych kuchniach. Inne przykłady można by wyliczać w nieskończoność. Jednak ornamentami i plackami z jagodami nie jesteśmy w stanie uchronić się przed końcem. Taką szansę może dać wyobrażenie sobie innych możliwych przyszłości.

Osoby artystyczne: Kobiety Anteny (Agata Konarska, Agata Lankamer), Karolina Jarzębak, Natalia Kleszczewska, Ola Nenko, Alicja Rogalska, Mikołaj Sobotka

Kurator: Kamil Kuitkowski

Źródło: materiały prasowe Mikrob Gallery

fot. pinacoteca.pl