Marta Nadolle: Kompleksy są ze mną od zawsze. Rozwalają mnie i blokują, a równocześnie pchają do przodu i motywują. Próbuję je ogarnąć, ale zawsze wracają. Myślę… skąd się wzięły? Z mojego domu? Z krwi? Z otoczenia? Z bycia kobietą? A może z bycia Polką? Michał Bilewicz w książce Traumaland pisze, że „pozostaniemy jeszcze długo społeczeństwem nieufnym, przewrażliwionym na własnym punkcie, negatywnie oceniającym samych siebie, a jednocześnie narcystycznym, pesymistycznym… podstawowym rysem kultury jest narzekanie i przygotowanie do kolejnej porażki”. W tym projekcie moja twórczość staje się narzędziem do spojrzenia w przeszłość, wybaczenia i redefinicji tożsamości.

Katarzyna Kasia: Istnieją bardzo ważne, wręcz kluczowe dla nas obszary, do których wolimy się nie zbliżać. Myślimy o nich jako o ranach, traumach, złych wspomnieniach. Odcinamy się od nich, wyrastamy z nich. Są takie relacje, takie spotkania, sytuacje, osoby. Problem polega na tym, że konfrontacja z nimi często jest koniecznym warunkiem dalszego rozwoju. Trzeba przywołać wspomnienie, odpłakać, poczuć jeszcze raz złą albo bezradną emocję, zgubić się w niej, ale ze świadomością, że można stamtąd wyjść. Obrazy Marty Nadolle to dla mnie głęboko terapeutyczne spojrzenia z boku: na siebie, na ukochanych, na strach. To złapanie chwil niejasności, momentów, kiedy rzeczywistość ujawnia, że jej koherencja to zaledwie pozór. Bo na koniec zostajesz ze zdaniem, z wyrwaną z kontekstu bezsensowną chwilą albo z wyrwanym sercem.

Kuratorka: Olga Grabiwoda

Źródło: materiały prasowe BWA Kielce