Moby Dick przyniósł istotną przemianę w twórczości Krzysztofa M. Bednarskiego. Artysta przeszedł od metaforyki, biorącej za punkt wyjścia powszechnie zrozumiałe, funkcjonujące w kulturze symbole, do kreowania struktur własnych, obiektywizujących niejako to, co jednostkowe i dlań charakterystyczne. Moby Dick, choć w tytule nawiązuje do literackiego wzorca, w istocie omija go, w tym sensie, że nie nawiązuje do fabuły powieści, lecz wprost do jej sensu – apologii wolności jednostki uwikłanej jedynie w swój wewnętrzny przymus, czy inaczej – kierującej się indywidualnym kompasem.

Związek Moby Dickapowieścią Hermana Melville’a był pierwotnie czysto skojarzeniowy, jakkolwiek ex post artysta odnalazł dla swej pracy i jej literackiego odpowiednika wspólny mianownik w sferze mistyki. Tak czy inaczej, tytuł sytuuje dzieło w kontekście kulturowej metafory, umożliwiając jego wielorakie interpretacje. Podobnie pod względem formalnym Moby Dick podejmuje naraz kilka problemów, obecnych stale w twórczości Bednarskiego. Po pierwsze, materia Moby Dicka ma charakter objet trouvé, a więc jest tej samej natury, co zbudowane na paradoksie „pomniki” z cienia (jak pomnik Felliniego w Rimini) czy odpadków (jak Sarkofag bałtycki). Po drugie, rozcinając kadłub na kawałki i montując go na powrót w różnych układach, artysta zniósł różnicę między zewnętrzną i wewnętrzną jego stroną i dopuścił do penetracji jego wnętrza. Mało kto tak konsekwentnie i przez tak długi czas – prawie 40 lat – nie szczędzi wysiłku i czasu, by odtwarzać dzieło w coraz to innej konfiguracji na różnych wystawach w kraju i za granicą.

Kuratorka: Jagoda Kimber

Źródło: materiały prasowe Willi Lentza

fot. widok wystawy / materiały prasowe Willi Lentza