Anna Kołacka: „Fascynuje mnie świadomość, że jesteśmy częścią jednego ekosystemu ze wszystkimi organizmami, związani procesami, których nie dostrzegamy.”
Oglądając obrazy Kołackiej granica między przedstawieniem, a abstrakcją umyka. Plątanina, gąszcz przenika się wzajemnie, nie dając się zapamiętać. Wyławiamy szczegóły, oglądamy całość, lecz sama kompozycja przypomina kalejdoskop. Obrazy są w ciągłym ruchu, jak atomy, które nawet w kryształach drżą. A w strukturach organicznych, których wiwisekcję artystka przeprowadza malując, w ich ekstremalnym poznawczym zbliżeniu ten pęd dosłownie goni, rzuca się, kluczy. Rozpoznajemy szczegóły, analizujemy całość, lecz sama konstrukcja umyka, jak wiry w niespokojnej wodzie.
Tworząc martwe natury z fragmentów mikro i makro realności Kołacka jednocześnie przez tę realność przechodzi, stwarzając światy nowe, przez nią odkryte lub przeczute, jak by mówiła do widza: „spójrz, co znalazłam!”. Zabiera nas w genialny świat niewinności, kiedy to wszyscy widzieliśmy w zamarzniętej kałuży wieloświaty, zbiór zmarzniętych kropli tak frapujących, że aż trzeba je było skruszyć (Dash!), by poczuć się od nich silniejszym. Bo to my jesteśmy twórcami tego co widzimy, rzeczywistość kształtujemy przez swoje emocje, a są one zmienne, jak pogoda, w ciągłym ruchu. Podróżując do miejsc pozornie ubogich w barwy, takich jak Islandia, Kołacka tworzy fotograficzne, szkicowe, a przed wszystkim pamięciowe zbiory. Jednak nie chodzi o mimetyczne odwzorowanie tych wrażeniowych kolekcji: „Choć inspiracje zbieram na zewnątrz, przyglądając się uważnie naturze, jej uwodzącemu skomplikowaniu, to sam pomysł na obraz podsuwa mi podświadomość, a proces malarski w dużej mierze przypomina cofanie się do środka (…) To próba uchwycenia organicznej energii, która przenika wszystko i łączy nas z tym, co pozaludzkie.” Te słowa artystki świetnie kondensują proces twórczy. Wizualna odżywcza mieszanka, wybujała jak grzybnia lub plecha, zagęszczona intensywnym, czasem wręcz „lepkim” kolorem, nasycona ażurowymi warstwami, które sklejone ze sobą tworzą w jej najnowszych obrazach coraz bardziej zwarte struktury, jak tkanki – dosłownie karmi oczy i mimo gonitwy barw, ich fluktuacje nie męczą, a dają ten rodzaj ukojenia, którego zintensyfikowania zaznać można tylko obcując ze sztuką lub naturą.
Dash (z ang.: kropla, pęd, buńczuczność, mieszanka, kruszyć, barwna plamka, rozmach…)
Kuratorka: Małgorzata Kopczyńska
Źródło: materiały prasowe Miejskiego Ośrodka Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim